3 truizmy, które nakręcają kulturę narzekania.

Narzekanie jest niemalże naszą narodową dumą. Sami Polacy przyznają, że nikt w tym nie jest tak dobry, jak Polacy. Jestem zafascynowana tym, że zawsze w naszych badaniach ludzie narzekają na to, że Polacy narzekają – kompletnie nie zauważając paradoksu tego zjawiska.
Często kierowane są do mnie prośby o komentarz, dlaczego dla Polaków szklanka jest zawsze do połowy pusta i w dodatku brudna? Dlaczego we wszystkim widzimy problem, a nie okazję? Dlaczego każde wyzwanie jest trudne, a nie fascynujące? Te pytania, a raczej odpowiedzi na nie, są o tyle istotne, że neurolodzy już wielokrotnie udowodnili, że nasze myśli wpływają na biochemię naszego mózgu, co z kolei wpływa na całe nasze ciało. JESTEŚMY TYM, CO MYŚLIMY! Nasze myśli wpływają na to, co widzimy i co czujemy.

Mówienie o kontrolowaniu tego, jak widzimy nasz świat nie jest wyłącznie bezcelowym lobby entuzjastów psychologii pozytywnej. Ale raczej walką, o to, żeby żyło nam się lepiej.
Jest wiele powodów, dla których ludzie z tendencją do narzekania, mimo świadomości, że jest to ewidentnie negatywna cecha, nie są zbyt skłonni do tego, żeby ją zmienić. I szczerze, trudno im się dziwić, bo coś w tym narzekaniu jest.

3 truizmy, które nakręcają kulturę narzekania

 1. Lepiej być pozytywnie zaskoczonym.

Boimy się cieszyć z powodu lęku, że się jednak nie uda. Bardziej niż radości, potrzebujemy pewności, że będzie dobrze. Brak pewności aktywuje przygotowanie się na najgorszy scenariusz. Bardziej niż przed własną porażką, odczuwamy lęk przed rozczarowaniem, ośmieszeniem i komentowaniem ze strony innych ludzi. Zwłaszcza rodziny.
Na szczęście, to przygotowanie na potencjalną wojnę emocjonalną, zaczyna się zmieniać u młodego pokolenia. Jak pokazują zarówno badania IZMAŁKOWA w Polsce, jak i podobne badania na świecie – młodzi ludzie mają co raz większą świadomość nie tylko tego, że porażka jest częścią życia, ale też jest jedną z przystanków na drodze do sukcesu. Akceptacja tego, że może się nie udać powoduje większe wyzwolenie z permanentnego stanu lęku i przytłaczającego często wydumanego pesymizmu.
Młodzi walczą często ze starszym pokoleniem o prawo do wyrażania pozytywnego stosunku wobec rzeczywistości. Walczą, bo muszą przebić mur „realistów”, którzy chętnie uderzą własną głową w tenże mur na dowód, że mieli rację.

 2. Lepiej nie zapeszać.

Mimo, że jesteśmy krajem głęboko wierzącym, gdzieś z tyłu głowy zupełnie bez naszej świadomości mamy zakorzenioną wiarę w pogańskie złe duchy, które tylko czuwają, żeby nam podstawić nogę, udowodnić, że nie ma w życiu tak łatwo.
Oczywiście niektórzy mają więcej zdrowego rozsądku i nie wierzą w złe duchy. Ale za to ich lęki przybierają bardziej realną formę.
Najczęściej objawiają się pod postacią sąsiadów, kolegów z pracy, a w największym koszmarze – rodziny.
Niestety nadal mocno pokutuje w nas przekonanie, że komu, jak komu, ale rodzinie nie ma co bezgranicznie ufać. Oczywiście szczerze wierzymy, że rodzina i jej szczęście jest najważniejsze. Tylko dobrze by się stało, żeby to szczęście nie było aż tak wielkie, a na pewno nie większe niż nasze własne. Jeden z ekonomistów powiedział: zadowolenie finansowe to zarabiać 10% więcej niż mąż swojej siostry.
W IZMAŁKOWA robimy rocznie setki obserwacji, więc ten skrypt to nie są wyssane z palca wymysły. Niestety w przypadku Polaków bardziej się sprawdza powiedzenie – prawdziwych przyjaciół poznaje się w szczęściu, a nie w biedzie!  Łatwiej nam jest zmobilizować się i otworzyć na pomoc, jak u sąsiada dzieje się tragedia, niż jak trzeba mu w czymś pomóc, pomimo, że ogólnie wiedzie mu się lepiej niż nam. Jak generalnie ma gorzej i możemy mu pomóc – czujemy się ważni, silni, lepsi. No bo przecież znacznie więcej odwagi i siły wymaga, żeby spojrzeć i szczerze powiedzieć: cieszę się, że Ci się dobrze wiedzie! Życzę Ci, żeby było co najmniej tak dalej.
Oczywiście mówimy tak – kurtuazyjnie – niezależnie od sytuacji, nawet bardzo chcemy wierzyć, że jest to szczere, ale podczas badań IZMAŁKOWA często słyszymy dyskusje przy rodzinnym stole w stylu: Dlaczego oni? Dlaczego im się wiedzie? Dlaczego im się udało?! A za tymi retorycznymi pytaniami pada lista argumentów, dlaczego to właśnie danej osobie/rodzinie należy się bardziej i zaraz po tym pada oklepane stwierdzenie, które wszyscy znamy do bólu: „biednemu zawsze piasek w oczy!”.

 3. Nic nigdy nie wygrałem.

Jako, że nie ma rzeczy, której boimy się bardziej niż bycia idiotą, dlatego też nie robimy z siebie pośmiewiska i nie myślimy pozytywnie. Bo przecież tylko idioci żyją nadzieją, prawda? Kolejny majstersztyk logiki, to przekonanie, że skoro nie wygrywam, to oznacza, że nie mam szczęścia, to oznacza że nie ma co próbować, co oznacza, że jak zwykle mam gorzej niż inni. W efekcie takie podejście to krok do ustawienia się w pozycji ofiary, a więc jednej z najbardziej niekorzystnych w rozwoju człowieka postawy. Status ofiary powoduje, że ręce i wszystkie nasze części ciała opadają na samą myśl o wyzwaniu, a na myśl o sukcesie – czujemy, że zaczęła się dobranocka.
Nasza postawa jest na drugim końcu postawy Latynosów, którzy fanatycznie wierzą w szczęście wszystkich, a w szczególności własne.
To, co Latynosom oraz innym narodom o wysokim współczynniku szczęścia pomaga utrzymać tę postawę, to przekonanie – a więc PEWNOŚĆ i WIARA, że szczęście jest po ich stronie.

Dwie zasady, dzięki którym będzie Ci w życiu lepiej

 1. Nie ma w życiu nic pewnego i różnie może być – i to jest OK.

Kiedy naszą normą jest zmiana, wtedy nie reagujemy paniką na każdą najdrobniejszą rzecz, która wydarza się poza harmonogramem. Kiedy rozumiemy, że świat nie ma żadnego obowiązku nam się tłumaczyć ze swoich zmian, ani z tego, że nie do końca układa się po nasze myśli – jest nam łatwiej. Wtedy rozumiemy, że to my jesteśmy panami sytuacji. I… mamy postawę przeciwną do postawy bezbronnej ofiary.

 2. Wszechświat Ci sprzyja.

Einstein kiedyś powiedział, że w pewnym momencie swojego życia musiał odpowiedzieć sobie na bardzo ważne pytanie, czy wszechświat jest po jego stronie?
To pytanie musi sobie zadać i tę decyzję musi podjąć każdy z nas. Często podejmujemy ją za wcześnie np. w dzieciństwie i w życiu dorosłym już tego nie pamiętamy. Zasada ta jest klarowna i przezroczysta, jak powietrze, ale też – jak powietrze – niezbędna do pełni życia.
Ludzie optymistycznie wybierają, że na wszelki wypadek lepiej coś interpretować z korzyścią dla siebie. Jak pokazują badania psychologiczne – częściej dzięki temu spotykają ich pozytywne sytuacje oraz życzliwość innych osób, bo ludzie czują się lepiej pośród osób pewnych siebie osób.
Osoby, które decydują inaczej, muszą ponieść konsekwencje tego, że zawsze na ich podwórku – dosłownym i metaforycznym – będzie deszcz.
Do niczego nie jesteśmy tak przywiązani, jak do własnych nawyków. Umysł działa tak, że nic co przechodzi przez jego filtr nie zostaje w próżni. Jeśli coś porzucimy – zostaje dziura i ona musi być czymś wypełniona. To jest jak, z nauką języka, żmudna i długa praca, którą zanim podejmiemy wypełnia czarna dziura, bo zanim coś powiemy i ktoś nie tylko nas nie wyśmieje, ale też zrozumie – musi minąć trochę czasu.
Większość z nas ma ukształtowany sposób reagowania na świat jeszcze zanim skończy piąty rok życia. Potwierdza to większość badań psychologów rozwojowych, ale jest też ważna zasada, która daje nam nadzieje. Wszystkiego, czego można się nauczyć – można się też oduczyć! Warto oduczyć się narzekania nie dlatego, że to jest mało trendy ale… dlatego, że to jest mało praktyczne.
Pewien psychologiczny eksperyment pokazał, że osoby bardziej pesymistyczne doświadczają trochę mniej rozczarowań, niż optymiści. Ale… też doświadczają dużo mniej pozytywnych wydarzeń. Pytanie więc – czy wierzysz, że jesteś na tyle silny, żeby obronić się przed małymi przykrościami w imię tego, żeby doświadczyć w życiu trochę więcej radości?



,

Autor
Julia

4 Komentarze

  • Julia,
    Z ogromnym zaciekawieniem przeczytałam ten wpis. I wpadło mi do głowy jedno pytanie: czy rzeczywiście jest tak, że to taka Polska „tradycja” to narzekanie czy też są nacje które również się z tym borykają? Bardzo chętnie poczytałabym na ten temat więcej – planuję wyruszyć w kolejnych latach więcej za granicę i chętnie trafiłabym do bardziej pozytywnego miejsca. Czy możesz coś polecić?

    • Emilio – cieszę się, ze Ci się spodobał tekst – dziękuję!
      Najbardziej pozytywna część wszechświata dla mnie to Ameryka Łacińską, Brazylia, Costa Rica, Panama, Kolumbia. Tam jest cudowna celebracja życia i szczęścia. Kocham całą Amerykę Łacińską ale te kraje najbardziej. Buziaki i pięknych podróży z pięknymi szczęśliwymi ludźmi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *