Nowy iPad dla dzieci!

Badania przeprowadzone na oddziale pediatrycznym w Princeton pokazują, że mózgi dwulatków korzystających z iPadów rozwijają się inaczej niż dzieci, które z nich nie korzystają. Tym razem inaczej: to nie jest dobra wiadomość.

Dyskusja na temat szkodliwości iPadów dla rozwoju małych dzieci to temat tak powszechny, że aż banalny. Najgorsze w tym jest to, że wszyscy o tym wiedzą, ale wiadomo, że nie bardzo cokolwiek się zmieni w tym temacie. Rodzice dają dzieciom iPady nie dlatego, że brakuje im wiedzy czy są złymi rodzicami, ale dlatego, że są wykończeni po pracy, a za chwilę czeka ich jeszcze praca w domu, obiad, spacer, może coś dla siebie. I tak cały czas, od samego rana do nocy, z towarzyszącym im poczuciem winy, że jakikolwiek czas którego nie spędzają z dzieckiem jest nie w porządku wobec dziecka. Często jest też drugie dziecko, którym się trzeba zająć, partner, rodzina, praca, zadbanie o siebie (bo przecież nie powinno się stawiać na sobie krzyża z momentem urodzenia dziecka). I oczywiście dotyczy to obojga rodziców. Starają się, ale pod koniec dnia i tak mają poczucie “it is not enough”, zwłaszcza, że dla dziecka “enough is never enough”.

W takiej sytuacji przychodzi na pomoc elektroniczna niania czyli iPad. W końcu jakoś to życie trzeba ogarnąć, żeby nie wylądować w szeregu instamatek (mniej instaojców) opisujących rodzicielstwo poprzez pryzmat tego, jak jest ciężko i jak bardzo nie ma się czasu na nic innego niż dziecko.

Posiadanie dziecka nigdy nie powinno być krzyżem! Dlatego każdy psycholog mówi rodzicom jak ważne jest, żeby się zatroszczyć o różne aspekty swojego życia, żeby nie żyć tylko życiem maluszka. Dlatego tak ważne jest, aby znaleźć sposoby na to, żeby spędzać czas z dzieckiem JAKOŚCIOWO – zająć się nim i nie czuć się winnym, że robimy coś nie tak i idziemy na zbyt duże skróty (a iPad często daje nam poczucie, że jest to totalny skrót dla przygnębionych obowiązkami i wyzwaniami życiowymi).

Jest jednak coś, co jest zdecydowanie lepsze od iPada – tzw. “iPad old school”, czyli gry i zabawy z innymi dziećmi, z ołówkami i flamastrami, z modeliną i klockami.

Oczywiście poczułam się trochę nostalgicznie czytając tę książkę, bo wychowując się w Związku Radzieckim nie miałam nawet takiej ekstrawagancji jak lalka Barbie. Robiłam codziennie lalki z kwiatów u babci w ogrodzie.

Ale oprócz uczucia pewnej melancholii pomyślałam sobie, jakie to jest gigantyczne ułatwienie dla życia rodziców… Jak cudownie, że jest książka, która nie moralizuje, nie ocenia, ale po prostu dostarcza rozwiązania, jak można w sposób jakościowy spędzić cudowny czas ze swoimi dziećmi. Super, że jest podbudowany psychologią – to zawsze zwiększa rozumienie, ale też motywuje do stosowania danej formy gry i zabawy.

Przeczytałam to z maksymalną ciekawością i radością – i myślę, że każdy rodzic ucieszy się, że wreszcie zamiast bezosobowych i oceniających dyskusji ktoś wyciągnął do nich rękę i pomógł im stworzyć mini podręcznik do zabawy z ich maluszkiem.

E-booka dla siebie i dzieci możecie kupić na stronie: jakbumcykcyk.shoplo.com 🙂



,

Autor
Julia Izmałkowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *