fbpx

3 rady, żeby miłość trwała 27 lat

5 min czytania
udostępnij:
FacebookTwitterEmailPinterestShare

Podsumowanie:

Reading Time: 5 minutes

Są ludzie, którzy uważają, że nie mają szczęścia w życiu. I tacy jak ja, którzy uważają, że szczęście jest totalne i ogromne – tylko trzeba go znaleźć i pielęgnować.

Są ludzie, którzy nie wierzą w miłość. I tacy jak ja, dla których miłość jest religią.

Myślę, że ci, co nie wierzą w szczęście czy miłość – nie mieli szczęścia spotkać takiej wielkiej miłości jak ja. Zastanawialiście się, czemu niektórzy ludzie są ze sobą tak obłędnie szczęśliwi? Zakręciła się Wam kiedyś łza w oku na widok staruszków trzymających się za ręce w parku, którzy patrzyli na siebie, jakby mieli po 18 lat? Mieliście ochotę zapytać ich, jak oni to zrobili? Ja spotkałam kiedyś takich staruszków. Widziałam i zapytałam. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym tego nie zrobiła.

Jakiś czas temu spędziłam trochę czasu na pustyni Guajira. Już wiele razy pisałam, że jest to jedno z moich ulubionych miejsc – energia samotniczej romantyczności, opustoszałej dumy, naturalnej wszystkojedności, prostego piękna. Bardzo kochałam tam być i bardzo kochałam tam siebie – wpadłam w rytm miejscowej ludności i miałam swoją rutynę, za która bardzo tęskniłam już po trzech miesiącach podroży. Po zimnej nocy w hamaku budziłam się, żeby wykąpać się w morzu. Zawsze jadłam takie samo śniadanie, prowadziłam bardzo podobne rozmowy z jedynymi trzema osobnikami z mojej wioski, pracowałam do momentu, w którym komputer prawie padał. Wędrowałam na rybny lunch (zawsze ten sam), a potem pracowałam dopóki komputer padł ostatecznie. I wieczory przeznaczałam na długie spacery, żeby poznać porozrzucanych na brzegu Indian (native Indians), pobawić się z ich dziećmi, napić się z nimi kawy. Czas wolno upływał na czytaniu i przygotowaniu notatek na następny dzień, aż wreszcie po trzech godzinach nocnej dostawy prądu mój komputer, jak ten Feniks, znowu powstał, żeby spędzić ze mną poranek.

Po trzech tygodniach napisałam największą ilość tekstów w swoim życiu, przeczytałam wszystkie zaległe raporty, uporządkowałam zdjęcia, skończyłam czytać wszystkie książki. Nacieszyłam się morzem, swoim własnym towarzystwem i byłam gotowa wrócić do cywilizacji. Miałam wspaniały plan pojechać jeszcze do Bogoty i Medellin, żeby zwiedzić muzea, zjeść makaron i sushi, zobaczyć plantacje kawy i piękne góry. Plan był bardzo dobry, więc chętnie podzieliłam się nim z parą staruszków, kiedy jechałam w busie do najbliższego miasta.

-A Wy gdzie jedziecie?

-A my jedziemy zobaczyć flamingi? Chcesz z nami?

-Ale ja już widziałam flamingi – teraz muszę…

-Tak, tak – miasto zobaczyć. Ale to jest największa kolonia flamingów na świecie, są ich tam tysiące. Tego na pewno nie widziałaś.

Zaczęłam kartkować mój lonely planet, ale nie znalazłam nic na temat kolonii flamingów. Gdyby faktycznie była to największa kolonia, napisaliby coś na ten temat.

-To jest takie tajne, ukryte miejsce. Mało osób o nim wie. Odkładaliśmy cały rok, żeby wreszcie tu przyjechać i zobaczyć flamingi. Podobno przynoszą szczęście

-Powinny być trochę bliżej. Przecież dotarcie do tego miejsca to jest jakiś koszmar – pół dnia w samochodzie po to, by przez godzinę je oglądać

-Flamingi to ptaki szczęścia, dlatego są takie piękne. Są tam, gdzie kochają być. I tam gdzie ich kochają. To jest definicja miejsca, w którym każdy z nas powinien być

Jako, że jestem wrażliwa na argumenty miłosne, to się zgodziłam. Straciłam bilety do Bogoty, ale na szczęście były w promocji. Za to zyskałam piękną lekcję o flamingach, miłości i szczęściu.

Przestałam wierzyć psychologom, którzy mówią, że miłość namiętna i romantyczna kończy się po 3 latach. W życiu nie widziałam bardziej zakochanej pary. Przysięgam. Poznali się, kiedy ona miała 33, a on 28 lat. Ona była feministką i absolutnie nie chciała z nikim być. A on uznał, że kiedy wreszcie znalazł kobietę swojego życia, to nie odpuści i będzie walczyć. Zajęło mu to 2 lata! Wywalczył. Ona mówi, że na początku było bardzo ciężko, bo nie była przyzwyczajona do bycia z kimś i nie lubiła dostosowywać się. Powoli zaczynała dostrzegać zalety życia razem. On mówi, że omal nie postradał zmysłów w pierwszych latach – w całej Kolumbii nie było bardziej krnąbrnej i niezależnej kobiety. I jak to się stało, że jednak są razem, pomimo tych ciężkich chwil?

– Bo bardzo się kochamy… do tej pory

To było bardzo głupie pytanie. Bo to, że się kochają było widać od razu. 27 lat razem, a on patrzy na nią tak, jakby była jedyną kobietą w całym wszechświecie. Co chwilę pyta, czy nie wieje, czy nie jest głodna, czy wygodnie, czy może coś dla niej zrobić. Ona mu poprawia kołnierzyk, głaszcze po włosach i mówi do niego „mój najukochańszy”.

Oczywiście czytałam, że jest możliwe kochać się tak mocno po 27 latach, ale jednak psychologowie zaprzeczają. Mówią, że to jest błąd statystyczny. Nie jesteśmy w stanie przetrwać w stanie zakochania, bo nie możemy cały czas być na haju.

– My jesteśmy cały czas na haju – uśmiecha się Maria. Bo my lubimy być na haju, więc bardzo dbamy o to, żeby cały czas być na haju J I wiesz co? Każde z naszych dzieci też ma partnera, przy którym jest cały czas na haju.

Bo kiedy podjęliśmy decyzję, że będziemy razem, to podjęliśmy decyzję, że musi być tak samo, jak się zaczęło lub lepiej, ale nigdy gorzej. Obydwoje wiedzieliśmy, że to oznacza trzy rzeczy:

  • uważność
  • wybaczanie
  • rozmowa

I tego też nauczyliśmy nasze dzieci. One wiedziały, że my tacy jesteśmy. Więc tym przesiąkły. Dlatego nigdy nie akceptowały partnera, który dawałby im mniej niż oczekują.

– Ale taki poziom zaangażowania i uważności to maksymalnie duże oczekiwanie w naszych czasach. Gdzie oni znaleźli tych partnerów?

-Julia, jest mnóstwo dobrych ludzi. Ale oni czasem są jak flamingi – trzeba zboczyć z drogi, żeby ich zobaczyć. Trzeba zmienić plany, żeby ich poznać. Trzeba włożyć wysiłek, żeby się do nich przyzwyczaić. Nasze dzieci wiedziały, że to jest możliwe, więc szukały tylko flamingów. Bo wiedziały, że gdzieś tam są.

-A ile macie dzieci?

-Sześcioro

-Dużo

-Dużo. Dlatego wiedzieliśmy, że nie możemy tego spieprzyć. Daliśmy światu sześć ludzkich istot. Chcieliśmy, żeby to były dobre istoty. Szczęśliwe. I niosły szczęście innym. A najlepsze, co może zrobić rodzic dla dziecka – to samemu pokazać, że jest szczęśliwy. Że kocha partnera, dziecko, pracę, zwierzęta i nowo poznaną osobę. Nie daliśmy naszym dzieciom pieniędzy. Nie zostawimy im spadku po sobie. Ale nauczyliśmy ich, że skoro żyją, to szczęście jest ich obowiązkiem. Wobec siebie i wobec innych ludzi. I że zawsze są piękne flamingi. Trzeba słuchać, szukać i…czasem zmienić plany.

Dlatego często zmieniam plany. Zbaczam z drogi i szukam moich flamingów. Dlatego zamieniłam nurkowanie w Tabago na zimny NYC. Bo obowiązkiem jest dążenie do szczęście, a nie realizacja planu. A do Tobago jeszcze wrócę – najważniejsze to nie pozwolić, żeby plany stały na przeszkodzie możliwości. No i wierzyć we flamingi. To też jest najważniejsze.

Similar Posts:

FacebookTwitterEmailPinterestShare
Jeśli ten tekst był dla Ciebie wartościowy – podziel się nim – może akurat ktoś go potrzebuje. #onetribe

4 odpowiedzi

  1. Julia, dziękuję Ci za inspirującą historię.
    Często zbaczam z trasy i ma duże zaufanie, że zawsze służy to czemuś dobremu.
    W Twojej opowieści oprócz głównego wątku o flamingach za najważniejszy dla siebie uznałam przykład, jakim uczymy dzieci i świadczymy innym o swoim życiu. Kiedyś na jakimś szkoleniu usłyszałam: „Słowa są tanie. Czyny się liczą”
    Serdeczności 🙂

    1. Beato! Dziękuję za taki komentarz:) Cudowny cytat! To nie słowa świadczą o nas, ale właśnie nasze czyny. Za to pokochałam tę parę – za ich miłość nie tylko do siebie, ale również do dzieci:)
      I od tamtej lekcji jeszcze chętniej szukam bocznych dróg, bo życie jest za krótkie, by chodzić tylko wytyczonymi ścieżkami:)
      Dużo miłości <3

  2. Piękne lekcje przywiozłaś od flamingów, myślę, że bardzo potrzebne. Niełatwe, ale ważne.
    Mnie tylko z psychologicznego punktu widzenia ciekawi zdanie „skoro żyją, szczęście jest ich obowiązkiem”. Nie wiem, czy nie jest to w jakiś sposób krzywdzące, jakby zupełnie pozbawiające prawa odczuwania negatywnych emocji — tak głośno myślę. 🙂
    Ściskam! 🙂

    1. Haniu – bardzo dobre pytanie. To, co oni mieli na myśli to że szczęście jest priorytetem, nadrzędną wartością. Jeżeli kimś nie jesteś szczęśliwy – to zajmujecie sobie czas i przestrzeń. zawsze w życiu a tym bardziej w relacjach (a na pewno z mężczyznami) przeżywamy negatywne emocje – jesteśmy nieszczęśliwi, załamani, zdesperowani, bezradni, zdołowania – to wszystko jest częścią bycia istota ludzką.
      są ludzie który uważają, że skoro jest tak często źle – to sam sytuacje w której nie ma dramatu – jest ok. i tym się zadowalają. mieszkają z partnerem – którego nie specjalnie lubią, ale też nie nienawidzą. chodzą do pracy – która nie daje im radości, no ale jest pensja…
      przesłaniem tej lekcji jest to, żeby nie zadowalać się tylko tym, że nie jest źle… ma być wspaniale, szczeliwie, niebywale..
      kiedy wiesz ze z kimś łączy Cię coś wspaniałego, ze jesteś w stanie przezywać z nim pełnię szczęście – wtedy łatwiej te znosisz bycie czasem nieszczęśliwym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER